rienka@pok0chawszy.pl

GRANICA, KTÓRA DZIELI AKTYWIZM CIAŁOPOZYTYWNY OD NIEBEZPIECZNEJ SZURII

„Jest granica, która dzieli aktywizm ciałopozytywny od niebezpiecznej szurii.” – pisze Piotr Nowak na łamach Krytyki Politycznej  – „Wyznacza ją stosunek do nauki i medycyny. W skrajnej, antynaukowej ciałopozytywności otyłość staje się nie tylko stanem ciała, ale „prawdziwym ja”, a leczenie – praktyką, która wskazuje na porzucenie wiary.”

Ciałopozytywna pułapka 

Jeżeli oczekujecie, że ja teraz oburzę się na ten artykuł i powiem wam, że Nowak to facecik, który nie wie, o czym mówi, to się rozczarujecie. Jako gruba kobieta, która z otyłością mierzy się od lat dziecięcych, całkowicie zgadzam się z przesłaniem tego artykułu. Ten tekst powstaje właśnie dlatego, że weszłam sobie w sekcję komentarzy, gdzie widzę święte oburzenie na słowa autora i łapię się za głowę.

„Jeny, czy Piotr Nowak zamiast pisania całego artykułu, mógłby po prostu napisać że nienawidzi ludzi z nadwagą, uważa że są słabi, gorsi, sami sobie winni, nie zasługują na szacunek czy własne szczęście i czuje się poklepany po pleckach, bo może nimi gardzić?” – pisze jeden z komentujących pod postem Krytyki Politycznej na portalu Facebook. 

Natomiast ja, osobiście, mam wrażenie, że dyskusja o otyłości w 2026 roku sprowadza się do autoidentyfikacji. Już wielokrotnie czytałam opinie o tym, że osoba z otyłością – czyli chorobą znajdującą się w spisie chorób Światowej Organizacji Zdrowia – to osoba tak samo zdrowa jak przeciętna szczupła osoba, która przecież też może mieć multum chorób niewidocznych na pierwszy rzut oka.

Oczywiście, szczupła osoba może mieć niewidzialne choroby czy nawet niewidzialne niepełnosprawności, ale to nie jest tak, że otyłość jest problemem tylko przez choroby współistniejące albo jest problemem wyłącznie wtedy, kiedy mówimy o tzw. otyłości olbrzymiej.

Tymczasem w aktywizmie ciałopozytywnym idziemy w niebezpieczną stronę, gdzie otyłość bardziej sprowadzamy do roli autoidentyfikacji niż kwestii medycznej.

Uważam, że ciałopozytywność jest świetna, a osoba chorująca na daną chorobę – w tym otyłość – ma pełne prawo świadomie zrezygnować z leczenia. Natomiast mam pewien problem natury etycznej, kiedy mówimy o otyłości jak o kolejnej łatce, przymiotniku, którym możemy się określić. I według tej logiki, właściwie to lekarze powinni przestać tyle truć o jej leczeniu. 

Zdrajcy ciałopozytywności 

Jestem jedną z tych grubasek, które schudły. Nie wyobrażajcie sobie cudów – dalej mierzę się z otyłością. Kiedy wychodzicie z otyłości olbrzymiej, a wasza waga jest tak ponadwymiarowa, że zaczynają się problemy z samoobsługą, to nie wyleczycie się w ciągu miesiąca. Ale schudłam: zdrowo, ze wsparciem lekarzy i w odpowiednim tempie. Za każdym razem powtarzam, że to nie jest żadna magia farmakoterapii w rozumieniu Ozempicu ani operacji bariatrycznej. Po prostu miałam szczęście trafić na specjalistów, którzy zobaczyli we mnie człowieka, a nie grubą babę, i podeszli do leczenia holistycznie. Zajęli się zarówno zdrowiem psychicznym, jak i somatycznym.

Za każdym razem też powtarzam, że nie mam żadnej restrykcyjnej diety – jem to, na co mam ochotę: chcę loda, to kupuję loda. A jak mam ochotę na Pepsi, to piję Pepsi. Jednak jednocześnie pilnuję zdrowego snu, regularności posiłków i daję sobie czas. Kilkukrotnie widziałam już, że wśród komentujących moje treści budzi to sprzeciw. Zostałam nazwana fatfobką czy promotorką kultury diet. Mimo mojego wielokrotnego powtarzania, że na żadnej specyficznej diecie nie jestem.

Źródło: Instagram / @stasiu.od.wagi

Podobne komentarze otrzymuje influencer, funkcjonujący w internecie jako Stasiu od wagi. Mężczyzna ten zaczął współpracę z dietetykiem, dr. Michałem Wrzoskiem. Pokazuje on swoją drogę do prawidłowej wagi, zauważając problemy ze swoim zdrowiem przy otyłości olbrzymiej. Nie podoba się to niektórym komentującym, którzy jasno komunikują swoje obiekcje, pisząc między innymi takie komentarze:

Dobre życie w grubym ciele? 

Z jednej strony mamy więc podejście kultury diet, która wmawia nam, osobom z otyłością, że musimy być pod ciągłym nadzorem: patrzeć co, jak i gdzie jemy. Z drugiej strony mamy samozwańczych aktywistów od ciałopozytywności, którzy przedstawiają drogę do zdrowia jako niemalże tortury.

Powiem wam więcej: jako dziecko byłam w sanatorium, które zajmowało się leczeniem otyłości. Wbrew pozorom nie wyglądało to jak żadna kolonia karna – mieliśmy fajne posiłki, ciekawą aktywność fizyczną i różne interesujące dodatkowe aktywności związane ze zwiedzaniem miasta, w którym mieściła się placówka. Zabrakło mi tam tylko jednego, a mianowicie rozmów z psychologiem. Biorę jednak na to poprawkę, jako że był to rok 2012 i wówczas świadomość zdrowia psychicznego dopiero raczkowała.

Natomiast, jeżeli mam być szczera, to o wiele gorzej żyło mi się z tymi 50 kg więcej. Moje stawy nie były w stanie wytrzymać wagi, przez co raz na pół roku, jak w zegarku, lądowałam na chirurgii ze skręconą kostką. To nie jest tak, że teraz nie wykręcam kończyn – po prostu moje stawy w końcu są w stanie wytrzymać moją wagę i nie cierpię z powodu dodatkowych konsekwencji. Mam o wiele mniej ataków paniki, ponieważ moje serce pracuje w odpowiednim rytmie i nie mam pulsu spoczynkowego na poziomie 120-130 uderzeń na minutę. Mogę założyć nogę na nogę czy usiąść po turecku bez żadnego dyskomfortu. Mogę rozkoszować się spacerami bez konieczności siadania co 10 minut. Stan mojej skóry czy włosów również uległ znacznej poprawie. Śpię o wiele spokojniej, bez przebudzania się czy nocnych bezdechów.

Widzę korzyści płynące ze zdrowego zrzucenia wagi, gdzie ta utrata kilogramów to skutek uboczny zmiany nawyków – i to nie tylko żywieniowych, ale po prostu życiowych.

Kwestia fatfobii 

Owszem, zanim doszło do tej zmiany, stoczyłam potężną wojnę z systemem. Zgłaszając objawy związane z bezsennością czy gorszym stanem psychicznym, słyszałam o tym, że muszę iść na bariatrię i wtedy wszystko wróci do normy. Moje zaburzenia odżywiania zostały zdiagnozowane dopiero w tak skrajnym stadium, że nie dało się już zaprzeczać, że ta grubaska mierzy się z bulimią. Rozumiem więc grube osoby, które w pewnym momencie odpuszczają i mówią: „Niech się dzieje, co chce, na coś trzeba umrzeć”. Ponieważ w aktualnym systemie droga do zdrowia jest ciężka i bardzo wyczerpująca.

Niezwykle bawią mnie jednak komentarze, że to dzięki tej fatfobii, którą obrywam od lat, doszło do tej zmiany. Bynajmniej.

Ta fatfobia sprawiła jedynie, że byłam o krok od kapitulacji; od stwierdzenia, że starania są bez sensu. Że tak czy siak będę uważana za obleśną grubaskę, więc skoro ludzie i tak w to wierzą, to ja im tylko udowodnię, że mają rację i niech się ode mnie odczepią. Powtórzę jeszcze raz: miałam olbrzymie szczęście, że trafiłam na świetną kadrę lekarską, która dała mi czas i bardzo powoli wprowadzała zmiany w leczeniu. Najpierw zadbano o moją psychikę, zmieniono leki na zaburzenia lękowe. Dzięki temu zaczęłam normalnie żyć i wyregulowałam cykl dobowy, a tym samym mogłam zacząć pracować nad swoimi nawykami żywieniowymi.

Aktualnie odkrywam dobrodziejstwa międzynarodowej kuchni: od azjatyckiej, przez włoską, aż po indyjską. Dodatkowo w końcu rozkoszuję się aktywnością fizyczną. Jednak ta aktywność nie jest stereotypowo dostosowana do wymogu jak najszybszego chudnięcia, ale do tego, co sprawia mi przyjemność. Kocham gry konsolowe VR, w których dwoma mieczami uderzacie w kolorowe kwadraty w rytm ulubionych piosenek. Wróciłam też do treningów koszykówki, czyli do sportu uwielbianego przeze mnie od szkoły podstawowej. Tego wszystkiego by nie było, gdybym najpierw nie zaakceptowała swojego ciała w jego najgorszej formie i w tym najgorszym stanie.

Posłowie

Kolejna komentującana stronie facebokowej Krytyki Politycznej pisze:

„Co to za ściek? Nie, nie ma granicy między ciałopozytywnością a szurią, bo to pojęcia z różnych porządków, a nie z jednego spektrum. Ciałopozytywność oznacza tylko, że niezależnie od wyglądu swojego ciała każdy człowiek zasługuje na szczęście, szacunek i możliwość samorealizacji. Ba! Chorzy (nie tylko na otyłość!), niepełnosprawni czy dotknięci kryzysami zdrowia psychicznego ludzie również na to zasługują! […]”.

Owszem, to prawda. Można być pięknym, mieć cudowną twarz, świetnie się ubierać, mieć niesamowitą charyzmę czy pewność siebie, która dodaje nam uroku, mimo 40 czy 50 kg ponad wymiar. Natomiast ten artykuł bynajmniej nie jest o tym. Ten artykuł jest o tym, że robimy z otyłości swoją tożsamość. Każdy przekaz – w tym ten ze strony środowiska medycznego – traktujemy natomiast jak atak. Tak jak napisałam wcześniej: w Polsce jest problem z podejściem do otyłości i osób otyłych, a specjalistów obesitologów jest jak na lekarstwo, natomiast to nie jest jednoznaczne z tym, że mamy akceptować wypowiedzi negujące sam fakt istnienia choroby otyłościowej.

W książce Grubancypacja pojawia się taki fragment:

„Amerykańskie Towarzystwo Otyłościowe do 2008 roku debatowało nad tym, czy grubość faktycznie spełnia kryteria choroby, czy może jest tylko ryzykiem dla współwystępowania chorób. Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne uznało grubość za chorobę dopiero w 2013 roku. Redefiniowanie grubości jako choroby, zgodnie z przewidywaniami, pozwoliło dostawcom usług medycznych pobierać opłaty za kuracje odchudzające, włączając w to leki produkowane przez Abbott i Roche, firmy farmaceutyczne mające związek z obniżeniem progów kategorii BMI przez WHO”.

Mówiłam to już kilkukrotnie, powtórzę to teraz jako zwieńczenie mojego tekstu: dla mnie ten argument to narracja osób o poglądach antyszczepionkowych, które doszukują się spisku lobby medycznego przy normalizacji szczepień i zwiększaniu świadomości na temat ich pozytywnego wpływu na zdrowie człowieka. I to jest właśnie ta tytułowa ciałopozytywna skrajność, ten ciałopozytywny szuryzm, który krytykuje Nowak na łamach Krytyki Politycznej.

Jeśli podobał ci się mój tekst, będę wdzięczna za jego udostępnienie, skomentowanie czy podanie dalej. 

Pozwalam redakcjom i portalom na bezpłatne użycie tego konkretnego tekstu, w ramach szerzenia świadomości na temat choroby otyłościowej, o ile oznaczycie mnie jako autorkę i podacie link do oryginalnego wpisu. 

A jeśli ten tekst podobał ci się na tyle, żeby wesprzeć mnie finansowo, to możesz zrobić to pod tym adresem: https://suppi.pl/pok0chawszy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *